Ciekawa jestem, czy któraś z Was przeczyta trzy posty umieszczone w tym blogu jednego dnia? Zobaczymy. Ale ja nie mogę już dłużej wytrzymać, żeby nie podzielić się wrażeniami z wszystkich weekendowych kursów.
Było już o kolorze i kompozycji, o szyciu i cięciu, a teraz przyszła kolej na poniedziałkowe confetti.

Właściwie to trudno mi się zdecydować, którą techniką lubię szyć najbardziej. W poprzednim poście napisałam, że Stitch & Slash, ale zaraz za nim jest confetti.

W tym roku było już kilka takich kursów, ale zainteresowanie nimi nie słabnie. A ja mogę je prowadzić nawet co drugi dzień, bo to fascynujące doświadczenie oglądać malowanie szmatkami w wykonaniu uczestniczek kursów.

Tak się działo w poniedziałek:

01 02 03 04

Po paru godzinach usypywania i szycia powstały takie śliczne obrazy.
A mnie duma rozpiera tak, jakby to ja je uszyła.

0506 07

Dziewczyny, dziękuję za wspólne malowanie, do zobaczenia na następnych kursach :)